środa, 28 grudnia 2016

Działa!

Wczoraj doszło do jakiegoś spięcia w sieci elektrycznej i po prostu zrobiło się w całym domu ciemno. Na klatce schodowej też. U sąsiadów również.

Malwa zaczęła sprawdzać wszystkie kontakty. Urządzenia. Czy zaczną działać. Czy światło się pojawi.
Chodziła od kontaktu do kontaktu włączając/wyłączając przyciski i mruczała pod nosem:
- Nie działa, nie działa, nie działa...
Zawędrowała i do toalety. Słyszę szum spuszczanej wody. I przybiega uradowane dziecko z wieścią:
- Ale śpłućka działa!!!

:)


wtorek, 27 grudnia 2016

Kolorowanie choinki

Święta święta i po świętach.
Jakby nie patrzeć, czeka się na te dni przez cały rok z utęsknieniem i niecierpliwością, a potem szast-prast mijają tak szybko, że aż żal.
Dzieciaki zaś mają największą radość z kolorowania. Choinki. Pierników. Karteczek na prezenty.
Kolorowanie pierników, to oczywiście lukrowanie, posypki w kolorach tęczy i różne takie dodatki ozdobne do ciasteczek. Kolorowanie karteczek na prezenty to też jasne, jak słońce - rysuje się bombki, prezenty, bałwanki, choinki na karnecikach przyczepianych do pakunków pod choinkę.
A kolorowanie choinki wymyśliła oczywiście Malwa :)
Przyciągnęła wielki worek ozdób choinkowych i oznajmiła wszem i wobec:
- Idę kolorować choinkę :)

Wesołego po-świętach!


niedziela, 11 grudnia 2016

Pierniczenie

Pierników część druga, a raczej tura druga. Bo z poprzedniego pieczenia zostało wspomnienie.
Pierniki i maślane ciasteczka o nutce pomarańczowej spotkały się z takim powodzeniem, że ich ilość topniała w oczach.
Do pomocy włączył się Przyjaciel Rodziny, czyli Waldi. Ulubieniec dzieciaków, które od drzwi z radosnym wrzaskiem niosącym się po klatce schodowej oznajmiają, że przyszedł ;)
Podzieliliśmy się rolami. Ja zagniatałam i wałkowałam, pilnowałam blach w piekarniku. Malwa z Kamilem i Waldim wycinali foremkami kształty i przekładali na przygotowane arkusze papieru do pieczenia. Malwa oczywiście dzielnie pomagała ...w konsumpcji świeżo upieczonych ciastek ;)
Inwencja twórcza Panów mnie zaskakiwała:
- Ale patrz, tu wytniemy łosia.
- No i patrz stracił rogi.
- Nie przejmuj się, to zamiast łosia, będzie samica łosia. Ona nie ma rogów. Ostrożnie przekładaj! No i patrz! Kurcze! teraz to wygląda, jak hipopotam.
- Nie czekaj tu poprawimy, głowę trzeba zmienić.
- Nieeeeee! No teraz to wygląda jak tapir, a jak dalej będziemy majstrować, to jeszcze z tego mrówkojad wyjdzie...
Cóż. Stworzenie wycięte z ciasta piernikowego ciężko było sklasyfikować.
Ale smakowało nieźle ;)


Fryzjer (2)

Sobotni poranek. Wychodzimy w trybie natychmiastowym z Synem do fryzjera. Malwa jeszcze je śniadanie, w piżamce, poczochrana.
- Gdzie idziecie?
- Do fryzjera słoneczko.
- Ale ja teś chcę! Ja teś muszę moje włosi uciąć, są za długie i muszę ładnie wyglądać.
- Skarbie, pani fryzjerka ma teraz czas tylko dla Brata. Przykro mi.
- Ale jak to nie ma czasiu dla mnie? Zapytaś się?
- Zapytam.
Akurat tak się złożyło, że czas był. W samo południe. Więc Brat powędrował  na trening na basen, a my do fryzera.
- Dzień dobly! Uffff! Wie Pani jak stlaśnie wieje i pada. Aż się źmęciłam! I parasolka mi chciała uciec.
Wdrapała się na wysokie krzesełko, wybrała pelerynkę z Tomem i Jerrym i "ziółtym ptaśkiem, któly stlaśnie rozlabia".
Pani fryzjerka pyta jak obciąć, wyjaśniam. Malwa słucha uważnie.
- Bo ja chcę być ładna. Pani zlobi mi ładnie włosy. Ale nie taki kolor, jak ma ta Pani. Bo mi się nie podoba. - Klientka na sąsiednim fotelu chichocze, z farbą w kolorze burgund/bakłażan na głowie.
- A jaki kolor Ci sie podoba?
- Mój. Jest najlepszy!
Ciach ciach nożyczki. Psik psik woda. Suszarka w ruch.
- O! będzie siusiarka! Lubię siusiarki! - zamyka oczy i siedzi zadowolona.
Na koniec pani fryzjerka pyta się, jak podoba się nowa fryzura.
- Jest piękna. Plawda?

:)


Fryzjer (1)

Sobotni poranek. Patrzę na mojego Syna i chwytam za telefon.
Szybkie wybieranie numeru do salonu fryzjerskiego niedaleko nas.
- Dzień dobry, czy znalazłaby Pani dzisiaj wolny termin, żeby ostrzyc mojego Syna? O 12? Niestety to za późno. A wcześniej? Za dziesięć minut? Nie ma sprawy już sie ubieramy.
Pada komenda "Synu ubieraj się!". I mimo pomruków niezadowolenia, oporu, protestów, że deszcz leje, wiatr wieje, jeszcze całkiem zupełnie widzi zza kotary włosów, o jak tak zrobi sobie przedziałek (proponuję jeszcze spineczkę) etc etc.
Trafiamy idealnie, rotacja klient właśnie poszedł, stanowisko przygotowane, Syn siada.
Pani obok "wygląda jak kosmiczny jeż z tymi sreberkami na głowie" (balejaż czy jakoś tak).
Brzęczenie maszynki, spod czupryny wyłania się powoli mój Syn ;)
- Ale moment Pani mi te włosy na górze też podetnie, bo na razie to wyglądam, jakbym miał kapelusz grzyba na głowie.
- No nie wiem nie wiem.. Bo teraz wyglądasz jak ten świeżak, Piotruś Pieczarka...
- O wypraszam sobie! Ani ja Piotruś, ani pieczarka i bardziej przystojny jestem.

Pani z jeżykiem na głowie parsknęła kawą wprost na lustro :)


wtorek, 6 grudnia 2016

Nie musisz!

Malwa odczyniała wędrówki nocne do 2:30 nad ranem.
W końcu obie padłyśmy przytulone do siebie.
Z racji tego, że nadal jeszcze nie wydobrzała, nie chodzi do przedszkola, to budzik przesunęłam z 6:15 na 7 rano.
No i drze się to ustrojstwo wzywając do powstania!
Malwa dodatkowo wzmacnia przekaz klepiąc mnie po policzkach.
- Wyspałaś się Mamuś!? - radosna jak skowronek.
- Nieeeee- grobowa odpowiedź z czeluści Mordoru i pragnienia zakopania się w pościeli ucięciu drzemki. Choć pięć minut jeszcze!
- Pziezie mnie się nie wyśpałaś? - niewinne pytanie.
- Taaaak!
- Aha! Ale Ty nie musisz się wyśpać! Jeśteś duuuuuziaaa i nie lośniesz. A ja lośnę. To ja muszę sie wyśpać. A Ty juś nie. Wśtajemy! Wśtajemy! Głodna jestem!

Kocham dziecię!
(Serio...)


poniedziałek, 5 grudnia 2016

Smak

Lubimy jeść łososiowe brzuszki. Różowe tłuste mięso ryby na świeżym chlebie. Mniaaaam!
Do grona koneserów tego smaku dołączyła i Malwa.
Szok! Zdziwienie! Malwa je rybę?!?!
- I jak Żabciu, jak Ci smakuje? - pytam patrząc jak dziecię pałaszuje kolejny kawałek.
- Pyśne! Dla bziuśka najlepsie!
- A co Ci tak smakuje?
- Luziowy kolor!

Tadam!!! :)


środa, 30 listopada 2016

Odkurzanie

Mam takie "ustrojstwo", złożone z wężyka, rurek, końcówki do noska, które montuje się standardowo do specjalnego ssaka (w szpitalach), ale można też podłączyć do rury odkurzacza.
Jak włączy się odkurzacz na najmniejszym ciągu, to powstaje domowy ssak.
Tyle informacji tytułem wstępu :D

Malwa nie potrafi jeszcze wysmarkać noska, więc robimy ...odkurzanie noska!
Nie powiem, żeby przepadała za tym, jest trochę oporu, ale w końcu daje się przekonać, że będzie nosek czysty, będzie oddychać i poczuje się lepiej. Nawet sama sobie zaczyna odkurzać :)

Pobudka poranna, nos jak kulfon. Wyciągam odkurzacz, składam "ustrojstwo".
Malwa patrzy, trochę "histeryzuje" (udawany płacz rozpaczy).
- To co, Żabciu? Odkurzamy, czy wolisz się męczyć z takich wielkim zapchanym nochalem jak Kulfon?
Usiadła sfochowana na łóżku obok mnie.
- To odkuzaj! Byle sibko! Musisz mnie męcić od siamego rana?! I siama jesteś Kujfon!

:D
Kurtyna


wtorek, 29 listopada 2016

Tlosieczke wody

- Mamusiu mamusiu ja wzięłam tlosieczkę wody do zabawy dobzie?
- Żabciu znowu porozlewasz po dywanie... będzie mokra podłoga. Pobaw się w kuchni wodą.
- Mamuś ale ja nie mogę w kufni. Tam jest straśnie twarda podłoga! Dywan jest lepsi dla mojej pupy. Tak nie boli, jak siedzę!

:D
Księżniczka na ziarnku grochu :)


Dlaciego?

- Mamuś, a dlaciego ja znowu jestem chola?
- Bo są wirusy i bakterie, takie maleńkie maciupeńkie, że ich nie widać oczkami i lubią czasem bałaganić w organizmie. Jak wejdą do noska, buzi, to potem robi się ich więcej, i więcej, i organizm musi walczyć z nimi. I to wtedy chorujemy.
- Aha... Śmieszne te batelie.
Po chwile słyszę, jak bawi się klockami i opowiada pod nosem.
- Batelie i świlusy. Gupie jakieś, na dwozie jest zimno, to na wakacje niech polecą. O, do Singapulu... tam ciepło i słoneczko. No nolmalnie gupie...

I poszła wytrzeć nosek :)


piątek, 18 listopada 2016

Słoń z kopytkami

Budzik rozdarł ciemność. 6:15. Jakaś stopa uwiera mnie w żebra..
No tak, Malwa śpi obok mnie, nie wiem, o której przywędrowała do mnie ze swojego łóżeczka.
- Źjadłabym płatki z mlećkiem... - dziecię ledwo otworzyło oczy i już wygłasza życzenia.
- A ja słonia z kopytami - zażartowałam ziewając,
- Ziartujeś!? przeciesz one są twarde i duzie i bziuch ciebie rozboli. - słyszę głos pełen dziecięcego oburzenia.
- Naprawdę?
- No! I jeście trąby mają - muszą być takie gumowate i niedobrze smakować.
- Aha... no to może zjem ... Malwinkę z kopytkami??!! - łaskoczę ją w pięty.
- Nieeeeee, dzieci się nie zjada. Bo potem jak wyjdę z Twojego bziucha? No nie będzie mnie. I będziesz śmutna. Chodź, źlobię Ci płatki z mlećkiem.

I poszła do kuchni.
I obie zjadłyśmy płatki z mleczkiem :)
(żadne słonie z kopytami nie ucierpiały)

poniedziałek, 14 listopada 2016

Na sankach

Długi weekend dał trochę, troszeczkę śniegu.
I owszem było turlanie w kombinezonie na resztach śniegu z górki na pazurki. No nie dało się wytłumaczyć, że to błoto, że mało, że mokry ten śnieg etc etc. Racjonalne argumenty nie mają siły przebicia w zderzeniu z dziecięcą radością ;)

Następnego dnia po śniegu pozostało marzenie.
No ale jak to? dlaczego?
No to Malwa uskuteczniała zjazdy na sankach (poduszka) z łóżka.
Zdążyłam ostrzec dziecię, że zjazd na buzię, głowę, plecy, kończyny może być bolesny.
I poszłam robić kawę.

Rozległ się głuchy łomot. Po kilku sekundach wycie syreny.
Na brodzie wykwitła olbrzymia śliwa. Broda wyglądała ...no śmiesznie po prostu!
Wiadomo, okłady, tulenie, tłumaczenie... 
I najlepsza reakcja Malwy:
- No po plośtu ŹLE zjechałam!

Broda nabiera barw zielono-fioletowych. 
Na pasowanie w przedszkolu to się chyba makijaż przyda :D


wtorek, 8 listopada 2016

Nie mam więcej czasu!

Dziecię pozostaje z racji choroby w domu. Wizyty też niewskazane.
Raz - żeby nikomu nie sprzedać wirusa (no chyba, że ktoś koniecznie chce iść na L4), dwa - żeby nie dostać pakiet rozszerzony od gości/a.
Ominęło ją spotkanie z ojcem. No ale porozmawiać można, nie?
No to idzie gadka:
- Nooo cuje się niedobze, ale tloche dooobze. Mam dzisiaj duuuziom cholobom. Tak, tak tloske. Nie posłam do psedskola i to jest fajneeee. Noooo duuugo będę ziostawać w domu. Noooo tseba odpocąć. No i muse z tobą polozmawiać.

Po chwili oddaje mi telefon.
- Juz polozmawiałam. Nie mam wiecej casu.
I poszła buszować w wielkim pudle z klockami lego. Mamrocząc pod nosem:
- Cemu nie lozumie, ze nie mam casu....? Muse placować!



Faktycznie!

Malwa znowu przyniosła w pakiecie wirusa z przedszkola.
"Jelitówka". Z całej gamy chorób ta jest najbardziej upierdliwa ;)
Pomijam, że dziecię nie chce jeść, a jeszcze nawet, jak coś zje, to robi "zwrotne nadanie".
Miejsce i czas bez znaczenia.

Zrobiłam mojej Marudzie herbatkę, rumiankową, przestudziłam do temperatury zdatnej do picia przez dziecko.
- Pij słoneczko, to herbatka dobra dla Twojego brzuszka.
- Ona jest goląca. - smerf Maruda dał głos, nawet nie próbując.
- Ostudziłam ją kochanie, nie jest gorąca. Spróbuj.
Palec wskazujący wylądował niczym specjalistyczny termometr w kubku z herbatą!
- Faktycnie... To wypiję...

:D

piątek, 4 listopada 2016

Bal

Malwa ma w przedszkolu bal postaci bajkowych.
Dzieci miały się poprzebierać za ulubionych bohaterów książkowych/ bajkowych/ filmowych.
W przebieralni mijały nas kościotrupy (horrory? MineCraft?), Tygryski, Kubusie Puchatki, Piraci, Elfy, Aniołki. No i moja Księżniczka :)
Szybkie przebieranie ciuszków, korona na głowę i dziecię leci do sali.
Od drzwi koleżanki zrobiły "wow!" na widok Młodej, na co Ona niezrażona zachwytem, wypaliła do kolegów:
- Wiecie był KALAMBOL na eskatadzie*. Idziemy zlobić NASZ kalambol!
I pobiegła z chłopakami.

Ot, taka Księżniczka ;)

*eskatada - Estakada Kwiatkowskiego w Gdyni



wtorek, 1 listopada 2016

Juś mówiłaś!

6 rano. Pobudka. Za oknem ciemno.
Ale do przedszkola trzeba wstać.
- Wstawaj Żabciu kochana. Pobudka...
Dziecię otwiera oczka, ale jeszcze leży.
- Ja chciem płatki z mleczkiem.
- Dobrze, Malwiś, ale wstawaj szybciutko...
- Juś mówiłaś!
Działam w kuchni, dziecko przychodzi.
- Ja chciem płatki z mleczkiem.
- Już mówiłaś! - powtarzam za nią.
Dziecię patrzy na mnie poważnie:
- TO NIE BYŁO ŚMIEŚNE!

:D

poniedziałek, 24 października 2016

Operacja

Malwa ma czasem głupawkę. Jak Mamusia ;)
Siedziała pod stołem i próbowała ugryźć mnie w stopę. Cofnęłam ją odruchowo, nie widząc dokładnie, co też moje dziecię wyprawia.
Niestety uderzyła czołem w podłogę. Wyszła spod stołu oburzona, trzymając się rączką za bolące miejsce.
- Mamusiaaaa! No i telaz musie zlobić opelacje!
Otworzyła z rozmachem lodówkę, wyciągnęła butelkę z mlekiem i przyłożyła sobie do czoła.
- Żabciu, co ty robisz?
- Opelację. Nie widzis!? - poturlała butelką po czole. - No, nie działa...
Odstawiła mleko na miejsce w lodówce i zanurkowała w poszukiwaniu CZEGOŚ.
Wyjęła ogórek zielony.
- Ukloiś mi kawałek?
Myśląc, że chce zjeść ogórka, odkroiłam, obrałam ze skórki i wręczyłam dziecku kawałek.
Córcia natomiast zaczęła tym ogórkiem masować sobie guza na czole.
- No telaz opelacja się udała!


niedziela, 23 października 2016

Nocne szczekanie

Syn wchodzi porankiem z grobową miną.
- Nie wyspałem się! - mówi poważnym głosem. - Przez nią!
Wskazuje oskarżycielsko na swoją młodszą siostrę.
- Ale dlaczego Synku mówisz, że przez Malwę?
- Bo podrzuciła mi to! - podnosi maskotkę-pieska, który potrafi szczekać, jak się ją naciśnie na brzuszek.
- Całą noc mi szczekał, a ja myślałem, że to mi się śniło! Że mnie jakiś pies goni!

Malwa przytuliła Brata.
- Ja chciałam zeby on ciebie psypilnował w nocy...


czwartek, 20 października 2016

Notatka z historii architektury

Najstarsza latorośl przygotowuje się stopniowo do matury i egzaminów na studia.
Na architekturę.
Wykreśla, rysuje, czyta, dokształca się. Ogólnie - ma mnóstwo na głowie.
Dostała do przeczytania od wykładowcy tekst o wadach, dziwactwach znanych i cenionych architektów.

Przysiadła się do mnie przy wieczornej herbacie. Podparła głowę...
- Masakra! Wiesz, Mamo, z czym będzie mi się teraz kojarzył jeden z architektów XYZ? Że spał krótko, ale często i na dodatek jak miał ponad 80 lat to uprawiał 2-3 razy dziennie seks!!! Jego żona zastanawiała się czy mu jakichś leków nie podawać!
- Uuuu całkiem jurny staruszek... - zażartowałam - niezła kondycja.
- Mamo! ale ja teraz go będę tylko Z TYM kojarzyć!!!

No fakt, to już gorzej ;)


środa, 19 października 2016

SIAMA!

Malwa chodzi do przedszkola.
A skoro chodzi do przedszkola, to przynosi różne drobnoustroje.
Kochane dziecię lubi się "dzielić" ;)

Infekcja powoli jej przechodzi... na mnie.
Leżę powalona mikrobami, marząc by oczy przestały ciążyć, jakby ktoś worki z piaskiem mi na nie rzucił. A płucach przestała mieć próby generalne sekcja basowo-perkusyjno-dęta.
Ogólnie zaliczam zgon.

Słuch jednak nadal mi służy bardzo dobrze.
Wyławiam podejrzane dźwięki dochodzące z kuchni, z sekcji lodówkowo-szafkowo-nad-szafkowo-szufladowej. Dźwięczą talerze, stukają sztućce, drzwi od lodówki wybijają rytm "trzask-prask".

- Maaaaamoooo, źlobiłam Ci śniadanie! SIAMA!

Doczłapałam do kuchni.
Ujrzałam połączenie Armagedonu z tajfunem, który poruszył czeluści wszystkich dostępnych szafek, szuflad, naczyń, garnków etc... wyrzucając, mieszając, wypluwając radosnym potokiem oszałamiającego bałaganu.

A na stole królowało śniadanie dla mnie. Pajda chleba z parówką i ociosanym ogórkiem zielonym.

Najlepsze śniadanie na świecie :)

piątek, 14 października 2016

Taka ciemna noc

Odebrałam wczoraj Malwę w nastroju lekko minorowym. Trochę cichszą niż zwykle, z głosem podbitym bluesową chrypką.
No i noc pooooooszłaaaaa! Z inhalatorem, oklepywaniem, gorączką, która nie mogła się zdecydować, na której kresce skali się zatrzymać.

Padłyśmy obie nad ranem. Mocno nad ranem, gdy niebo już traciło swoją czerń i na horyzoncie przebijać się zaczynał dziki róż poranka.

Odpłynęłam błogo kołysana oddechem dziecięcia, tylko lekko przerywanym kaszlem.
I nagle! jak piorun z nieba!

- Śtawaj dziołcha! Juś dzień! Jeśtem głodna!

p.s. Osoby, które otrzymały poranną korespondencję, w postaci smsów, wiadomości, maili uprzejmie informuję, że moja asystentka korzystając z mojej chwilowej pomroczności sennej, dorwała się do telefonu :)


środa, 12 października 2016

Nie umiem!

Poranne wstawanie, śniadanie, ubieranie i mycie ząbków to wyzwanie.
Malwa ma wtedy milion pomysłów i ważnych spraw do zrobienia, a im bardziej czasu brakuje, tym te pomysły zwariowane.
Challenge accepted!

- Malwiś umyj ząbki proszę.
- Nie umiem...
- Malwiś kochanie, a kto myje Ci ząbki w przedszkolu? Pani?
- Nieeee, ja siamaa.
- Czyli potrafisz umyć ząbki. To proszę - tu szczoteczka i pasta. Myj. Wiesz, że autobus nie zaczeka na nas.
- Aleee ja nie umiem!
- Hmmm, ale w przedszkolu myjesz sama...
- Tak, bo w psiedśkolu umiem, a w domu nie umiem siama.
Gonitwa myśli.
- Wiesz co, Żabciu. To wyobraź sobie, że to domowe przedszkole, ok?
Chwila zastanowienia.
- Dobla, splóbuję.

Mission completed ;)


poniedziałek, 10 października 2016

Hurra zaraz urodzinki!

Malwa nie może doczekać się urodzin.
Bo to świeczki. Prezenty, goście i szaleństwa.
I balony. I kartki z życzeniami. I śpiewanie "sto lat", a zaraz potem "happy birthday" :)
Dzisiaj w przedszkolu koleżanka z grupy świętowała swoje 4-latka. Był śpiew i cukierki ma się rozumieć.
I to był news dnia. Śpiewałyśmy razem w szatni, tak dla wprawy, gdy przechodząca Pani zapytała, czy Malwa też ma dzisiaj urodziny.
- Nieeee jeszce nieee. Za tlochę dni. Nieduzio. I będę duuuuuuziaaaaa! Bo mam 4 latka juś juś  zaraz.

:)
Dziecięca radość oczekiwania


czwartek, 6 października 2016

Smutno mi Mamusia

Często spogląda się na dzieci, jak na jakieś niewyrośnięte wersje dorosłych.
A tak naprawdę, każdy dorosły powinien popatrzeć na dziecko i uczyć się, jak okazywać emocje - te dobre, cudowne związane z miłością, tą radość życia, która tryska z nich w każdej sekundzie ich życia, skacząc w kaloszach do morza, rzucając kamienie do wody, zajadając lody czy karmiąc kaczki w stawie. Tą ciekawość świata, która odbija się w zachwyconych oczach...
I jak można być smutnym.
- Smutno mi, Mamuś... psytulis? - wdrapała się na moje kolana i zasnęła z maskotką, większą od niej, ale ULUBIONĄ. 
A rano wstała pełna energii i życia, uciekając przed szczoteczką do zębów ;)



wtorek, 4 października 2016

Wkurzone niebo

Od wczoraj drugi stopień zagrożenia. Wicher szaleje z prędkością 60-80km. Na Bałtyku sztorm o skale 7-9 Beauforta. Miodzio! Powietrze pachnie wodą. Świeżością. Drzewa gną się w pokłonach przed Potężnym Żywiołem. Lecą gałęzie. Ciężkie chmury, przeładowane gniewnym deszczem suną ociężale...

Dzisiejsza podróż do przedszkola należała to tych wypraw z gatunku survivalowego.
Malwa nie mogła zrobić kroku pod wiatr, spychana w tył.
- Maaaamooo! Ja zaraz odlecę! Niebo się wkuzyło! Dlacego tak wiejes!? Ja byłam gzecnaaaaaaa!

To wykrzyczane "grzeczna" odbiło się świstem, wyciem między blokami i umilkło w moich ramionach. Obie ważymy więcej ;)




poniedziałek, 3 października 2016

Chmurowe statki

Nad morzem wieje. Jesienna aura zawładnęła naszym regionem.
Spacer do przedszkola dla Malwy jest wyzwaniem, gdy wiatr pcha ją pod prąd.
Gdy pcha ją z tyłu, rozpościera ręce i ze śmiechem biegnie, wołając, że potrafi latać!
Jak sroczka! :)

Dzisiaj na niebie od rana królują chmurowe statki...
Wielkie, kłębiaste, szare, bure, malowane słońcem na krawędziach.
Słońce z trudem przedziera się przez ich skłębione kadłuby. Niczym stateczek rzucany przez spienione fale na wzburzonym morzu.

- Mamuś, mamy dzisiaj sztorm! A chmurowe statki szyyyybkooo płyną! Jestem kapitanem!

Dobre strony

Młody czasem marudzi, pierońsko! 
Do tego stopnia, że mam ochotę gryźć kafelki ze ściany :)

Kazałam mu wypisać fajne rzeczy, jakie wydarzyły się w weekend.
Na pierwszym miejscu widnieje:
- odpaliłem SAM silnik samochodu! było super!

Morskie Impresje

Mieszkamy nad morzem. Od urodzenia.
Cała Smocza Rodzinka. Czyli ja i Smoków sztuk 3.

Morze to magia. Zmienna niczym kobieta. Zadziwia spokojem i pięknem, a czasem poraża gniewnym sztormem.
Malwa mówi wtedy, że woda ma zły humor. A Młody wrzuca kamienie do wody. Stadami, niczym kaczki puszczane po wodzie. Albo siecze tęczą piasku.

Morze...  Można zakochać się. Na umór. Na zabój.



Jesienne wyprawy

- Mamuś chodź nazbieramy trochę jesieni do siatki :)
No to nazbierałyśmy.
Kolorowych liści malowanych słońcem i rosą o poranku, kilka łupinek kasztanów, garść nosków klonowych, kilka kamyków...

Takie nasze codzienne wyprawy do przedszkola :)