I owszem było turlanie w kombinezonie na resztach śniegu z górki na pazurki. No nie dało się wytłumaczyć, że to błoto, że mało, że mokry ten śnieg etc etc. Racjonalne argumenty nie mają siły przebicia w zderzeniu z dziecięcą radością ;)
Następnego dnia po śniegu pozostało marzenie.
No ale jak to? dlaczego?
No ale jak to? dlaczego?
No to Malwa uskuteczniała zjazdy na sankach (poduszka) z łóżka.
Zdążyłam ostrzec dziecię, że zjazd na buzię, głowę, plecy, kończyny może być bolesny.
I poszłam robić kawę.
I poszłam robić kawę.
Rozległ się głuchy łomot. Po kilku sekundach wycie syreny.
Na brodzie wykwitła olbrzymia śliwa. Broda wyglądała ...no śmiesznie po prostu!
Wiadomo, okłady, tulenie, tłumaczenie...
I najlepsza reakcja Malwy:
- No po plośtu ŹLE zjechałam!
Broda nabiera barw zielono-fioletowych.
Na pasowanie w przedszkolu to się chyba makijaż przyda :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz