środa, 21 listopada 2018

Myju myju

BubaAla codziennie nas zaskakuje.
Nowymi umiejętnościami, które łapie w lot obserwując nas - czyli rodziców, i Starsze Rodzeństwo.
Potrafi machać paluszkiem "nu nu", gdy zbroi.
Potrafi chwytać się dłońmi za głowę, gdy stoję i mówię: "oj Ala Ala, coś ty dziołcha narobiła?"
Albo domaga się szmatki, gdy stwierdzi, że dzieło stworzone kredkami na panelach, to jednak nie jest najlepszy pomysł ;)

Jakiś czas temu przybiegła do mnie z mokrymi rączkami i woła: "myju myju".
Bieg myśli w głowie - skąd wzięła wodę!?
Wanna, za głęboko, umywalka za wysoko, miski z wodą nie ma, podłogi umyte wieczorem, więc też odpada to źródło wilgoci.

Dziecię zadowolone znika za zasłoną z koca w drzwiach łazienki...
I wtedy mam olśnienie!
Nauczyła się podnosić klapę od WC!!!
I ma dostęp do wody - ani za nisko, ani za wysoko, ani za głęboko.
Po prostu w sam raz.

Odkąd zamontowali drzwi, trzeba TYLKO pilnować, żeby te do łazienki były zamknięte.
W przeciwnym razie wykorzysta KAŻDĄ okazję, by zrobić "myju myju" :D


wtorek, 16 października 2018

Urodzinowa metryka

Poranne wstawanie. Dzieciaki krzątają się po kuchni, łazience, pokojach w poszukiwaniu części garderoby, plecaka.
Słychać, jak Młody ucisza Malwę, gdy za głośno stuka łyżką w miseczkę, albo głośniej coś powie.
- Ciiichoooo! (sceniczny szeptany krzyk) bo obudzisz Alę i rodziców!
- Co ciiiichooo! Ja mam dzisiaj urodziny! To nie jest pora na spanie!

:D

Cebula na polu

Malwinka jadąc rankiem do przedszkola samochodem podziwia przez okno, jak rolnicy zbierają kapustę z pola, segregują ją do odpowiednich skrzyń/pojemników.
Rzucają ją po prostu do siebie.
- Ojej, tak wcześnie rano, a oni sobie bawią się cebulą na polu!!!

:D

poniedziałek, 10 września 2018

Słońce

Malujemy ściany. W pokojach dzieci i sypialni.
W salonie na końcu, bo na razie praca wre w łazienkach i na środku salonu stoi maszyna do cięcia płytek ceramicznych i do cięcia paneli. Szkoda ścian na razie malować ;)

Malwa ogląda efekty malowania w pokoju, który będzie dzielić z Alusią.
Ogląda, uważnie sprawdza wszystkie kąty.
- I jak Malwinko? Jak Ci się podoba?
- Nooo, fajny kolor wybrałam. Teraz jest tak słonecznie, jakby wcale słońce nie zachodziło u nas w pokoju.
- Ale słoneczko zachodzi i robi się ciemno, i w nocy nie świeci.
- Nie szkodzi, jak będzie za ciemno, to zapalimy światło.

Kurtyna :D


poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Kolor

Malwa często przestawia sylaby.
Kordła zamiast kołdra, męczszyzn  zamiast mężczyzn, pogłoda zamiast podłoga.
Niektóre przestawianki mijają szybko, po kilku ćwiczeniach. Niektóre są jak ...zdarta płyta :D
- Mamo jaki to korol?
- Kolor, Córciu. K O L O R.
- Kooo-rrrrol. No to jaki to korol?
- KOOO-LOOORRRR.
- Koooo-rrrrorrr. Nieee, koooo-rrrolll.
- Córciu, jaki to jest koRoL. Tfu, kolor!
- No widzisz, SAMA tak mówisz!

Kurtyna! :D


czwartek, 16 sierpnia 2018

Babska wyprawa

Przeżyłyśmy z Malwą wyprawę.
Taką z przeszkodami, przedzieraniem się przez pnie, kamloty, spienioną wodę itd.
Gdzie?
Zwyczajnie - trasa Babie Doły - Mechelinki plażą. Polecam.
Radzę tylko uzbroić się w dobre obuwie nieprzemakalne z grubą podeszwą, albo przejść (jak my!) na boso - ale wtedy obowiązkowo ręce muszą być wolne.

Pierwszy hicior - długi odcinek potłuczonych kawałków betonowych konstrukcji, elementów tuż przy nowym zejściu na plażę w Babich Dołach. Wystające pręty, kamloty, ruchome kawałki. Myślałam, że Malwa cykorek zacznie płakać, że chce wracać, że nie da rady, że boi się, że za trudno, że nie da rady, że ...no ogólnie klapa! A tu nic z tych rzeczy!!!
Dziecię dziarsko machało kończynami, idąc przodem, jeszcze wołając do mnie "uwaga! to się rusza, to jest śliskie! mama się nie zmieścisz!" :D
I parła do przodu, jak czołg!
Zwątpiła na samej końcówce, gdy faktycznie nie było innego wyjścia, niż pójść przez wodę do kolan.
Dała radę!

Chwilowa przerwa w postaci łagodnej plaży, piasku, kamyków...
Nuuuudaaa jednym słowem.
- Kiedy znów zacznie się przygoda?
- Myślę, że za zakrętem ;) - zażartowałam.
- Dobra, to ja się rozglądam.

I się rozglądała.
I wypatrzyła. Przewalone drzewo. W poprzek drogi. Konary sięgały daleko w morze, więc opcja obejścia wodą odpadała. Zostało przepełznięcie pod konarem, albo wdrapanie się na powalony pień i przejście między gałęziami. Tutaj pomogłam troszeczkę ;)

Piątka przybita, idziemy dalej.
Malwa pokazywała wielkie głazy sterczące w wodzie, glony, kamyki, ptaszki, fistaszki...
I znów wielki banan na buzi.
- Mama, widzisz to!!!??? Widzisz!? Te wielkie kamloty!? My tam będziemy MUSIAŁY przejść!
I dawaj w te pędy.

Zanim weszłyśmy na szlak "kamlotowy" było krótkie szkolenie.
1. nie włazimy na żadne ostre, wysokie i śliskie kamloty
2. wybieramy płaskie kamloty
3. podtrzymujemy się rączkami (zasada 3 punktów podparcia).
Dziecię kiwnęło głową, że rozumie, że akceptuje i przyjmuje warunki umowy ;)

I poszłaaaaa!
Ludzie, ja nie miałam pojęcia, że w tym małym Człowieku drzemie taki motorek ;)
Pokonywała trasę niczym małpka, wybierając najlepsze przejścia, najlepsze kamloty, głazy, uskoki, wąskie przesmyki piasku!
Musiałam nieźle się spiąć, by nadążyć.
Na naszej trasie pojawił się jeden moment, gdy musiałyśmy wdrapać się na piaszczystą skarpę i obejść zwalone drzewo, które nie można było ani obejść, ani przeskoczyć, ani przepłynąć ;)
Mrówki też nie ułatwiały zadania...

Kiedy na horyzoncie pojawiło się molo w Mechelinkach, Malwa niczym Kubuś Puchatek oznajmiła mi radośnie:
- Widać ląd! Mechelinki! Mój brzuszek mi mówi, że dostanie jedzonko! Bo dostanie, Mamuś? Na przykład ...gofra? Z owocami? Bo to witaminki. Zdrowe dla brzuszka...

Dostał brzuszek. I gofra. I witaminki. I soczek z marchewki z malinami.
A potem dziecię padło w autobusie, który zawiózł nas do domu.

Fajne są babskie wyprawy ;)


piątek, 10 sierpnia 2018

Slang motocyklowy

Alusia postanowiła pójść. Sama.
Ot, tak. Zwyczajnie. Wyjęłam ją z wózka na klatce schodowej, drzwi wyjściowe były otwarte, nagle kątem oka zauważyłam dziecię, które chodem pingwinka zaczęło przemierzać dystans chodnika!
Zupełnie samo! Bez trzymania za rączkę/palec/ubranie :)

Poooooszłaaaa!
No i zaczęły się spacerki na nóżkach.
Starszy Brat wyszedł z nią na dwór. Spotkali Pana Motocyklistę.
Ali spodobały się kółka (wszystkie kółka są ciekawe), rękawice. Kask trochę mniej. Dopiero, po zdjęciu z głowy okazał się całkiem interesujący.

Młody zaczął rozmowę, czy nie za gorąco w taki ukrop w kombinezonie motocyklisty? Jak sobie radzi? Itd itd, czyli standardowe 1000 pytań do w wydaniu Syna :)

Wrócił z siostrą do domu i pyta się mnie od drzwi.
- Mamo, a wiesz, jak motocykliści mówią na tych, co jeżdżą bez kombinezonów na motocyklach?
- Nieeee... nie wiem.
- ZDRAPKI!

:D

środa, 8 sierpnia 2018

Lunatyk z amnezją

Malwa lunatykuje nam od lat.
Czasem po prostu chodzi po mieszkaniu.
Czasem chodzi i płacze.
Czasem chodzi i mówi coś przez sen.

Tym razem była kombinacja chodzenia, płakania, jęczenia i kiwania głową.
Małż nie mógł wydobyć, o co chodzi. Czy pić? Siusiu? Zły sen? Na wszystko jęk i kiwanie głową. Wzrok nieobecny.
Zaprowadziłam Małą do łóżka. Siadam na podłodze i czekam, aż trochę się uspokoi. Zadaję cicho pytania, powoli, spokojnie. O piciu, o siusiu, o złe sny, o potwory, co czasem wychodzą spod łóżka...
Po paru minutach się wybudziła.
- O cześć, Mama... Pić mi się chce.
- Dlaczego płakałaś, Żabciu?
- Ale ja nie płakałam!
- Chodziłaś po mieszkaniu i płakałaś. Pytaliśmy się, co się stało, a ty kiwałaś tylko głową i płakałaś.
Chwila milczenia.
- Nie pamiętam. Chyba musiało mi się to zgubić w głowie...

Do rana spała spokojnie.
:)

Urodzinowe zapytania

Syn wymknął się na ...lody.
Z Małżem doskonale wiedzieliśmy, że coś kombinuje ;)
Wrócił lekko niezadowolony.

Zabrałam Syna na krótki spacer do sklepiku, bo chleba zabrakło.
Milczy.
- Mamo, a ucieszyłabyś się, jakbyś dostała śmieszne kapcie?
- Synku, ale przecież wiesz, że nie noszę kapci :)
- Aha...
Znów dłuższe milczenie.
- A jakbyś dostała maszynkę do lodów?
- Hmmm, a dlaczego zadajesz mi takie pytania? Mówiliśmy Ci z Ojcem, że nie chodzi o kupowanie prezentów. Dla nas ważne jest to, żebyśmy tworzyli rodzinę, żebyś zachowywał się w porządku wobec nas i sióstr... To jest ważniejsze niż prezenty.
- No taaak, ja to wiem. Ale będziesz miała urodziny niedługo. I myślałem, że jak kupimy Ci maszynkę do lodów, to będziesz mogła robić NAM lody, zamiast kupować w sklepie...

;)

niedziela, 29 lipca 2018

Konwulsje

Młody ma żołądek jak tur.
Może zjeść dużo, wszystko, nie-po-kolei. Lubi mieszać w garach, eksperymentować w kuchni. Apetyt mu dopisuje. I nie narzeka na jakieś rewolucje.
Niestety w sobotę pozwolił sobie na pewien wyskok, który skończył się kiepskim samopoczuciem żołądkowym.
Wybrali się z Siostrą na zakupy do piekarni po ulubiony chleb żytni.
Z racji panujących tropikalnych upałów mogli kupić sobie po gałce lodów (tylko taka ilość jest zjadana zanim totalnie się roztopi i trafi na ubranie).

Po kilku godzinach Młody wygląda nietęgo.
Biega do toalety. Słychać, że męczy się.
Pytamy, co się dzieje.
- Boli mnie brzuch, chce mi się wymiotować...
- A co zjadłeś Synu rano?
- Niiiiiic.
- Jak to nic? Śniadania nie jadłeś?
- Jadłem. Kanapkę. Normalną.
- Co jeszcze zjadłeś?
I po namyśle pada odpowiedź.
- Noooo, nie kupiłem loda... Zjadłem ...klementynkę.
No to już znamy winowajcę.
Ja w panice mikrobiologicznej widzę, jak cała rodzina leży pokotem z powodu salmonelli, już widzę te zgłoszenia do stacji epidemiologicznej, panika wylewa się każdą komórką mojej mózgownicy.
A Małż? Wyjął ocet z lodówki, sodę oczyszczoną, podgrzał wodę, zmieszał jakąś pieniącą miksturę i dał Młodemu do wypicia. I wygonił do łóżka.

Po pół godzinie Syn wychodzi rześki jak skowronek.
- KONWULSJE minęły. Czuję się świetnie.

:D




piątek, 27 lipca 2018

Zmywarka

Dzieciaki mają swoje obowiązki w domu. Każdy ma swoją listę.
Młody - punkty i opis.
Malwa - piktogramy ;) Czytać się uczy.
Ala... no właśnie.

Młody wypakowuje naczynia ze zmywarki.
Każda taka czynność wzbudza ciekawość Małego Chachora. Podpełzła do klapy zmywarki i patrzy, co się dzieje. A brat wyjmuje kubki, miski, talerze, pokrywki, sztućce...
Ala pomaga. Wyjmuje na podłogę. Widelec, łyżka, łyżeczka, widelec.
- Ala nie nie nie!
- Ta ta ta!
Kolejna porcja sztućców na podłodze.
- Ala nie nie nie!
- Ta ta ta!
Pokrywka na podłodze, deska do krojenia.
- Ala nie nie nie!
- Ta ta ta!

Popatrzyła na swoje dzieło, wstała i zaczęła bić brawo :)
Kurtyna!


czwartek, 26 lipca 2018

Ale po co!?

- Córcia, umyj ząbki.
- Ale po co?
- Córcia, pościel łóżeczko.
- Ale po co?
- Córcia, rozczesz włosy.
- Ale po co?
- Córcia, zjedz śniadanko.
- Ale po co?
- Córcia, posprzątaj pokój.
- Ale po co?
- Córcia, idź spać.
- Ale po co?
- Córcia, nie krzycz tak głośno.
- Ale po co?
- Córcia, włóż talerz do zmywarki.
- Ale po co?
- Córcia, podnieś ten papierek.
- Ale po co?

- Córcia, chcesz czekoladkę/loda/cukierka...
- Ale p...... NO PEWNIE!

:D


wtorek, 17 lipca 2018

Wycieraczki

Pytanie: skąd rodzic może wiedzieć, że małe Dziecię jest już najedzone?
Odpowiedź: Dziecię robi rączkami wycieraczki, albo wywraca talerzyk do góry nogami.

:D :D :D

Alusia poznaje świat i zaczyna nam pokazywać, że rozumieć "zasady" w nim panujące.
Najpiękniejsze jest szelmowskie spojrzenie pt. "wiem że nie wolno, ale i tak zrobię" ;)
Albo, gdy mówimy "nie nie nie", Ala kiwa głową i mówi "ta ta ta" (Alusiowe "tak").
Albo, gdy pokazuje paluszkiem, gdzie jest oko, nos, buzia...
O dziwo, uwielbia oko, bo wtedy, tak śmiesznie ludzie mrużą oko, gdy wceluje swoim małym paluszkiem ;)
Albo, jak chwyta za rączkę i biega po domu, jak lux torpeda.
Albo, jak wrzuca wszystko do wanny i próbuje ściągnąć ubranie, bo chce się kąpać.
Albo, jak idzie prosto do morza, nieważne, że ludzie na kocach po drodze - trasa wytyczona.
Albo, jak bawi się z dziećmi, ludźmi i nieważne w jakim języku mówią :)

Świat małego dziecka jest światem otwartym.
Nie zna granic.
Jedyną granicą jest zmęczenie :)



wtorek, 22 maja 2018

Seksualne ryby

Syn wszedł w wiek dojrzewania, gdy kwestie rozrodczości, seksualności to temat nie-tabu.
O codziennej higienie, deo, etc... przypominamy niczym zdarta płyta.
Zaczyna działać ;)

Ostatnio zostały poruszone kwestie rozrodczości.
Zaczął temat od ...żyraf.

Miejsce akcji - kuchnia (życiowe i domowe centrum dowodzenia).
Czas akcji  - po kolacji, młodsze dziewczyny już śpią.
Siedzimy z Małżem, popijając herbatę, gadając o tym i owym.
Młody myje patelnię.
- Ale słuchajcie, jak to jest z tymi żyrafami? Jak się pan żyrafa dostaje do pani żyrafy? Tak kopytami do góry? Przecież on ma za długie nogi. Zgina je? - wypala znienacka, jakby kontynuował jakąś niedawno przerwaną rozmowę. Staramy się dostroić do wywodu Młodego.
- Jak kopytami do góry? O czym ty Synu mówisz? - próbuję nadążyć za wywodem dziecka.
- Żadnymi kopytami. Wdrapuje się na panią żyrafę. - spokojnie odpowiada Małż.
- Ale jak wdrapuje?
- Od tyłu.
- Acha....
Syn wyciera patelnię, widać, że rozmyśla.
- A jak to jest z OWULACJĄ u ryb?

.
.
???
- Synu, a ty miałeś biologię w szkole???

Nowa biologia wg dobrej zmiany :D


czwartek, 1 marca 2018

Za daleko

Tornister Młodego waży pół tony.
W niektóre dni z trudem zarzuca sobie na plecy.
- Synu, co Ty masz w tym tornistrze? Cegły!? - zatroskana o jego kręgosłup zastanawiam się, czy faktycznie zapakował przedmioty na dany dzień, czy nosi wszystko, jak leci.
- Mamuś, dzisiaj mam polski, matmę, gegrę, fizę, chemię, biologię i wf. Sorry,wiedza jest ciężka, a po buty na wf, to mam za daleko do szatni w piwnicach, a trzeba się jeszcze przebrać. Taka siłownia na plecach.

No comment.

























p.s. Szkoła oczywiście wciąż podaje milion powodów, dla których "niemożliwe jest zamontowanie szafek"... Ortopedzi - rośnie Wam nowe pokolenie pacjentów!

Zostaw miejsce

Malwa jest grymaśnym niejadkiem.
Mimo to, nieustająco namawiamy ją, by próbowała nowych smaków. By nie nastawiała się od razu na wielkie NIE - czyli: NIE lubię tego, NIE smakuje mi to - szczególnie bez spróbowania.

Kolejna próba smaków. Marchewka z groszkiem.
Malutka porcja (wielkości łyżeczki od herbaty) nałożona obok porcji mięsa i ziemniaków z sosem, które o dziwo zyskały aprobatę.
Umowa, że próbuje i mówi nam DLACZEGO smakuje, albo DLACZEGO nie smakuje.
Nie ma argumentu nie-bo-nie ;)

Zjadła niepewnie.
Zastanawia się chwilę.
- Myślę, że to może być... Jest słodkie, groszek smakuje ...jak groszek. Marchewkę lubię. Tak, może być. Będę to jadła.
- To może chcesz jeszcze malutką dokładkę?
- Nie, dziękuję. Muszę zostawić miejsce na CUKIERKA po obiedzie.

To się nazywa ...dyplomacja kulinarna.