Mam takie "ustrojstwo", złożone z wężyka, rurek, końcówki do noska, które montuje się standardowo do specjalnego ssaka (w szpitalach), ale można też podłączyć do rury odkurzacza.
Jak włączy się odkurzacz na najmniejszym ciągu, to powstaje domowy ssak.
Tyle informacji tytułem wstępu :D
Malwa nie potrafi jeszcze wysmarkać noska, więc robimy ...odkurzanie noska!
Nie powiem, żeby przepadała za tym, jest trochę oporu, ale w końcu daje się przekonać, że będzie nosek czysty, będzie oddychać i poczuje się lepiej. Nawet sama sobie zaczyna odkurzać :)
Pobudka poranna, nos jak kulfon. Wyciągam odkurzacz, składam "ustrojstwo".
Malwa patrzy, trochę "histeryzuje" (udawany płacz rozpaczy).
- To co, Żabciu? Odkurzamy, czy wolisz się męczyć z takich wielkim zapchanym nochalem jak Kulfon?
Usiadła sfochowana na łóżku obok mnie.
- To odkuzaj! Byle sibko! Musisz mnie męcić od siamego rana?! I siama jesteś Kujfon!
:D
Kurtyna
środa, 30 listopada 2016
wtorek, 29 listopada 2016
Tlosieczke wody
- Mamusiu mamusiu ja wzięłam tlosieczkę wody do zabawy dobzie?
- Żabciu znowu porozlewasz po dywanie... będzie mokra podłoga. Pobaw się w kuchni wodą.
- Mamuś ale ja nie mogę w kufni. Tam jest straśnie twarda podłoga! Dywan jest lepsi dla mojej pupy. Tak nie boli, jak siedzę!
:D
Księżniczka na ziarnku grochu :)
- Żabciu znowu porozlewasz po dywanie... będzie mokra podłoga. Pobaw się w kuchni wodą.
- Mamuś ale ja nie mogę w kufni. Tam jest straśnie twarda podłoga! Dywan jest lepsi dla mojej pupy. Tak nie boli, jak siedzę!
:D
Księżniczka na ziarnku grochu :)
Dlaciego?
- Mamuś, a dlaciego ja znowu jestem chola?
- Bo są wirusy i bakterie, takie maleńkie maciupeńkie, że ich nie widać oczkami i lubią czasem bałaganić w organizmie. Jak wejdą do noska, buzi, to potem robi się ich więcej, i więcej, i organizm musi walczyć z nimi. I to wtedy chorujemy.
- Aha... Śmieszne te batelie.
Po chwile słyszę, jak bawi się klockami i opowiada pod nosem.
- Batelie i świlusy. Gupie jakieś, na dwozie jest zimno, to na wakacje niech polecą. O, do Singapulu... tam ciepło i słoneczko. No nolmalnie gupie...
I poszła wytrzeć nosek :)
- Bo są wirusy i bakterie, takie maleńkie maciupeńkie, że ich nie widać oczkami i lubią czasem bałaganić w organizmie. Jak wejdą do noska, buzi, to potem robi się ich więcej, i więcej, i organizm musi walczyć z nimi. I to wtedy chorujemy.
- Aha... Śmieszne te batelie.
Po chwile słyszę, jak bawi się klockami i opowiada pod nosem.
- Batelie i świlusy. Gupie jakieś, na dwozie jest zimno, to na wakacje niech polecą. O, do Singapulu... tam ciepło i słoneczko. No nolmalnie gupie...
I poszła wytrzeć nosek :)
piątek, 18 listopada 2016
Słoń z kopytkami
Budzik rozdarł ciemność. 6:15. Jakaś stopa uwiera mnie w żebra..
No tak, Malwa śpi obok mnie, nie wiem, o której przywędrowała do mnie ze swojego łóżeczka.
- Źjadłabym płatki z mlećkiem... - dziecię ledwo otworzyło oczy i już wygłasza życzenia.
- A ja słonia z kopytami - zażartowałam ziewając,
- Ziartujeś!? przeciesz one są twarde i duzie i bziuch ciebie rozboli. - słyszę głos pełen dziecięcego oburzenia.
- Naprawdę?
- No! I jeście trąby mają - muszą być takie gumowate i niedobrze smakować.
- Aha... no to może zjem ... Malwinkę z kopytkami??!! - łaskoczę ją w pięty.
- Nieeeeee, dzieci się nie zjada. Bo potem jak wyjdę z Twojego bziucha? No nie będzie mnie. I będziesz śmutna. Chodź, źlobię Ci płatki z mlećkiem.
I poszła do kuchni.
I obie zjadłyśmy płatki z mleczkiem :)
(żadne słonie z kopytami nie ucierpiały)
No tak, Malwa śpi obok mnie, nie wiem, o której przywędrowała do mnie ze swojego łóżeczka.
- Źjadłabym płatki z mlećkiem... - dziecię ledwo otworzyło oczy i już wygłasza życzenia.
- A ja słonia z kopytami - zażartowałam ziewając,
- Ziartujeś!? przeciesz one są twarde i duzie i bziuch ciebie rozboli. - słyszę głos pełen dziecięcego oburzenia.
- Naprawdę?
- No! I jeście trąby mają - muszą być takie gumowate i niedobrze smakować.
- Aha... no to może zjem ... Malwinkę z kopytkami??!! - łaskoczę ją w pięty.
- Nieeeeee, dzieci się nie zjada. Bo potem jak wyjdę z Twojego bziucha? No nie będzie mnie. I będziesz śmutna. Chodź, źlobię Ci płatki z mlećkiem.
I poszła do kuchni.
I obie zjadłyśmy płatki z mleczkiem :)
(żadne słonie z kopytami nie ucierpiały)
poniedziałek, 14 listopada 2016
Na sankach
Długi weekend dał trochę, troszeczkę śniegu.
I owszem było turlanie w kombinezonie na resztach śniegu z górki na pazurki. No nie dało się wytłumaczyć, że to błoto, że mało, że mokry ten śnieg etc etc. Racjonalne argumenty nie mają siły przebicia w zderzeniu z dziecięcą radością ;)
I owszem było turlanie w kombinezonie na resztach śniegu z górki na pazurki. No nie dało się wytłumaczyć, że to błoto, że mało, że mokry ten śnieg etc etc. Racjonalne argumenty nie mają siły przebicia w zderzeniu z dziecięcą radością ;)
Następnego dnia po śniegu pozostało marzenie.
No ale jak to? dlaczego?
No ale jak to? dlaczego?
No to Malwa uskuteczniała zjazdy na sankach (poduszka) z łóżka.
Zdążyłam ostrzec dziecię, że zjazd na buzię, głowę, plecy, kończyny może być bolesny.
I poszłam robić kawę.
I poszłam robić kawę.
Rozległ się głuchy łomot. Po kilku sekundach wycie syreny.
Na brodzie wykwitła olbrzymia śliwa. Broda wyglądała ...no śmiesznie po prostu!
Wiadomo, okłady, tulenie, tłumaczenie...
I najlepsza reakcja Malwy:
- No po plośtu ŹLE zjechałam!
Broda nabiera barw zielono-fioletowych.
Na pasowanie w przedszkolu to się chyba makijaż przyda :D
wtorek, 8 listopada 2016
Nie mam więcej czasu!
Dziecię pozostaje z racji choroby w domu. Wizyty też niewskazane.
Raz - żeby nikomu nie sprzedać wirusa (no chyba, że ktoś koniecznie chce iść na L4), dwa - żeby nie dostać pakiet rozszerzony od gości/a.
Ominęło ją spotkanie z ojcem. No ale porozmawiać można, nie?
No to idzie gadka:
- Nooo cuje się niedobze, ale tloche dooobze. Mam dzisiaj duuuziom cholobom. Tak, tak tloske. Nie posłam do psedskola i to jest fajneeee. Noooo duuugo będę ziostawać w domu. Noooo tseba odpocąć. No i muse z tobą polozmawiać.
Po chwili oddaje mi telefon.
- Juz polozmawiałam. Nie mam wiecej casu.
I poszła buszować w wielkim pudle z klockami lego. Mamrocząc pod nosem:
- Cemu nie lozumie, ze nie mam casu....? Muse placować!
Raz - żeby nikomu nie sprzedać wirusa (no chyba, że ktoś koniecznie chce iść na L4), dwa - żeby nie dostać pakiet rozszerzony od gości/a.
Ominęło ją spotkanie z ojcem. No ale porozmawiać można, nie?
No to idzie gadka:
- Nooo cuje się niedobze, ale tloche dooobze. Mam dzisiaj duuuziom cholobom. Tak, tak tloske. Nie posłam do psedskola i to jest fajneeee. Noooo duuugo będę ziostawać w domu. Noooo tseba odpocąć. No i muse z tobą polozmawiać.
Po chwili oddaje mi telefon.
- Juz polozmawiałam. Nie mam wiecej casu.
I poszła buszować w wielkim pudle z klockami lego. Mamrocząc pod nosem:
- Cemu nie lozumie, ze nie mam casu....? Muse placować!
Faktycznie!
Malwa znowu przyniosła w pakiecie wirusa z przedszkola.
"Jelitówka". Z całej gamy chorób ta jest najbardziej upierdliwa ;)
Pomijam, że dziecię nie chce jeść, a jeszcze nawet, jak coś zje, to robi "zwrotne nadanie".
Miejsce i czas bez znaczenia.
Zrobiłam mojej Marudzie herbatkę, rumiankową, przestudziłam do temperatury zdatnej do picia przez dziecko.
- Pij słoneczko, to herbatka dobra dla Twojego brzuszka.
- Ona jest goląca. - smerf Maruda dał głos, nawet nie próbując.
- Ostudziłam ją kochanie, nie jest gorąca. Spróbuj.
Palec wskazujący wylądował niczym specjalistyczny termometr w kubku z herbatą!
- Faktycnie... To wypiję...
:D
"Jelitówka". Z całej gamy chorób ta jest najbardziej upierdliwa ;)
Pomijam, że dziecię nie chce jeść, a jeszcze nawet, jak coś zje, to robi "zwrotne nadanie".
Miejsce i czas bez znaczenia.
Zrobiłam mojej Marudzie herbatkę, rumiankową, przestudziłam do temperatury zdatnej do picia przez dziecko.
- Pij słoneczko, to herbatka dobra dla Twojego brzuszka.
- Ona jest goląca. - smerf Maruda dał głos, nawet nie próbując.
- Ostudziłam ją kochanie, nie jest gorąca. Spróbuj.
Palec wskazujący wylądował niczym specjalistyczny termometr w kubku z herbatą!
- Faktycnie... To wypiję...
:D
piątek, 4 listopada 2016
Bal
Malwa ma w przedszkolu bal postaci bajkowych.
Dzieci miały się poprzebierać za ulubionych bohaterów książkowych/ bajkowych/ filmowych.
W przebieralni mijały nas kościotrupy (horrory? MineCraft?), Tygryski, Kubusie Puchatki, Piraci, Elfy, Aniołki. No i moja Księżniczka :)
Szybkie przebieranie ciuszków, korona na głowę i dziecię leci do sali.
Od drzwi koleżanki zrobiły "wow!" na widok Młodej, na co Ona niezrażona zachwytem, wypaliła do kolegów:
- Wiecie był KALAMBOL na eskatadzie*. Idziemy zlobić NASZ kalambol!
I pobiegła z chłopakami.
Ot, taka Księżniczka ;)
*eskatada - Estakada Kwiatkowskiego w Gdyni
Dzieci miały się poprzebierać za ulubionych bohaterów książkowych/ bajkowych/ filmowych.
W przebieralni mijały nas kościotrupy (horrory? MineCraft?), Tygryski, Kubusie Puchatki, Piraci, Elfy, Aniołki. No i moja Księżniczka :)
Szybkie przebieranie ciuszków, korona na głowę i dziecię leci do sali.
Od drzwi koleżanki zrobiły "wow!" na widok Młodej, na co Ona niezrażona zachwytem, wypaliła do kolegów:
- Wiecie był KALAMBOL na eskatadzie*. Idziemy zlobić NASZ kalambol!
I pobiegła z chłopakami.
Ot, taka Księżniczka ;)
*eskatada - Estakada Kwiatkowskiego w Gdyni
wtorek, 1 listopada 2016
Juś mówiłaś!
6 rano. Pobudka. Za oknem ciemno.
Ale do przedszkola trzeba wstać.
- Wstawaj Żabciu kochana. Pobudka...
Dziecię otwiera oczka, ale jeszcze leży.
- Ja chciem płatki z mleczkiem.
- Dobrze, Malwiś, ale wstawaj szybciutko...
- Juś mówiłaś!
Działam w kuchni, dziecko przychodzi.
- Ja chciem płatki z mleczkiem.
- Już mówiłaś! - powtarzam za nią.
Dziecię patrzy na mnie poważnie:
- TO NIE BYŁO ŚMIEŚNE!
:D
Ale do przedszkola trzeba wstać.
- Wstawaj Żabciu kochana. Pobudka...
Dziecię otwiera oczka, ale jeszcze leży.
- Ja chciem płatki z mleczkiem.
- Dobrze, Malwiś, ale wstawaj szybciutko...
- Juś mówiłaś!
Działam w kuchni, dziecko przychodzi.
- Ja chciem płatki z mleczkiem.
- Już mówiłaś! - powtarzam za nią.
Dziecię patrzy na mnie poważnie:
- TO NIE BYŁO ŚMIEŚNE!
:D
Subskrybuj:
Posty (Atom)


