Budzik rozdarł ciemność. 6:15. Jakaś stopa uwiera mnie w żebra..
No tak, Malwa śpi obok mnie, nie wiem, o której przywędrowała do mnie ze swojego łóżeczka.
- Źjadłabym płatki z mlećkiem... - dziecię ledwo otworzyło oczy i już wygłasza życzenia.
- A ja słonia z kopytami - zażartowałam ziewając,
- Ziartujeś!? przeciesz one są twarde i duzie i bziuch ciebie rozboli. - słyszę głos pełen dziecięcego oburzenia.
- Naprawdę?
- No! I jeście trąby mają - muszą być takie gumowate i niedobrze smakować.
- Aha... no to może zjem ... Malwinkę z kopytkami??!! - łaskoczę ją w pięty.
- Nieeeeee, dzieci się nie zjada. Bo potem jak wyjdę z Twojego bziucha? No nie będzie mnie. I będziesz śmutna. Chodź, źlobię Ci płatki z mlećkiem.
I poszła do kuchni.
I obie zjadłyśmy płatki z mleczkiem :)
(żadne słonie z kopytami nie ucierpiały)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz