Bunt pięciolatki to wyzwanie.
Serio! Serio na serio ;)
- Ale DLACZEGO nie rozumiesz, co mówię?
- Ale DLACZEGO muszę się teraz iść umyć?
- Ale DLACZEGO muszę umyć zęby?
- Ale DLACZEGO muszę iść spać?
- Ale DLACZEGO nie mogę ubrać TEJ sukienki? (letnia sukienka na ramiączkach)
- Ale DLACZEGO nie można ubrać w zimę sandałków?
- Ale DLACZEGO muszę zjeść chlebek, a nie mogę ciastek na śniadanie?
- Ale DLACZEGO trzeba jeść mięsko!?
- Ale DLACZEGO autobus na nas nie zaczeka?
- Ale DLACZEGO tak na mnie patrzysz?
- Ale DLACZEGO się na mnie denerwujesz? Przecież jestem DZIECKIEM!
- Ale DLACZEGO dziecko musi się słuchać rodziców? to strasznie nudne!
- A tak poza tym, dzisiaj z Wami nie rozmawiam!
:)
10 kilo cierpliwości poszukiwane!
czwartek, 28 grudnia 2017
środa, 20 grudnia 2017
Kolęda
Malwa śpiewa kolędę.
Wsłuchuję się w słowa, melodia ok, ale coś treść mało znana ;)
- Spaaała na wysokości a pokój na ziemi... spaaała na wysokości...
-Ejże, Żabciu, tam nie ma słowa "spała" tylko "chwała".
- Achaaaa...
Za chwilę śpiew zaczyna się od nowa, przychodzi pora na refren:
- Chaaaaała na wysokości...
- Żabciu!! ChWała a nie "chała"!
Słychać mamrotanie pod noskiem:
- Spanie żle, chała żle, co to w ogóle jest ta chWała!?
:)
Wsłuchuję się w słowa, melodia ok, ale coś treść mało znana ;)
- Spaaała na wysokości a pokój na ziemi... spaaała na wysokości...
-Ejże, Żabciu, tam nie ma słowa "spała" tylko "chwała".
- Achaaaa...
Za chwilę śpiew zaczyna się od nowa, przychodzi pora na refren:
- Chaaaaała na wysokości...
- Żabciu!! ChWała a nie "chała"!
Słychać mamrotanie pod noskiem:
- Spanie żle, chała żle, co to w ogóle jest ta chWała!?
:)
niedziela, 17 grudnia 2017
JOM!
Muchy w grudniu nie uświadczysz ;)
No z wyjątkiem wyjątkowej muchy.
Malwa wpada do kuchni przestraszona i woła, że coś w pokoju robi "BZZZZZZZ".
Patrzymy na siebie z Małżem.
- Żabciu, ale przecież teraz owady nie latają. Jest zima. Owady śpią.
- Ale NAPRAWDĘ jest coś, co robi w domu "bzzzz"! Ja się boję! Co jak to "bzzzzzz" JOM dzieci!?
:)
p.s. faktycznie była to duża mucha, którą wybudził ze snu słoneczny dzień. Leniwa, ospała, chyba zakręcona, jaką porę roku teraz mamy :)
No z wyjątkiem wyjątkowej muchy.
Malwa wpada do kuchni przestraszona i woła, że coś w pokoju robi "BZZZZZZZ".
Patrzymy na siebie z Małżem.
- Żabciu, ale przecież teraz owady nie latają. Jest zima. Owady śpią.
- Ale NAPRAWDĘ jest coś, co robi w domu "bzzzz"! Ja się boję! Co jak to "bzzzzzz" JOM dzieci!?
:)
p.s. faktycznie była to duża mucha, którą wybudził ze snu słoneczny dzień. Leniwa, ospała, chyba zakręcona, jaką porę roku teraz mamy :)
poniedziałek, 17 kwietnia 2017
Taki tam zając
Święta oczywiście kojarzą się dzieciakom najbardziej z ... PREZENTAMI.
Ale ale... niech dorosły, który żachnął się w tym momencie na to stwierdzenie, przypomni sobie swoje szczenięce latka ;) Czekało się na kicającego zająca? Na Gwiazdkę/choinkę etc? Urodziny?
No czekało, nie?
Młoda w dzień świąteczny pierwsze co, to przeszukała WSZYSTKIE buty.
Potem pomagała bratu, przeglądała szafki, twórcza inwencja nie miała końca.
Jajeczka czekoladowe, żelki, książeczka, lalka.
Na koniec stwierdziła:
- Tylko tyle???
:]
Ale ale... niech dorosły, który żachnął się w tym momencie na to stwierdzenie, przypomni sobie swoje szczenięce latka ;) Czekało się na kicającego zająca? Na Gwiazdkę/choinkę etc? Urodziny?
No czekało, nie?
Młoda w dzień świąteczny pierwsze co, to przeszukała WSZYSTKIE buty.
Potem pomagała bratu, przeglądała szafki, twórcza inwencja nie miała końca.
Jajeczka czekoladowe, żelki, książeczka, lalka.
Na koniec stwierdziła:
- Tylko tyle???
:]
środa, 1 marca 2017
Faktycznie
Mnie też czasem dopada chorowanie w trybie cyklicznym. Czyli jedno paskudztwo się kończy, drugie zaczyna.
Mierzę temperaturę termometrem elektronicznym. Słychać pikanie. Wyświetla się 38 stopni 7 kresek. No, mniej więcej na tyle się czuję. Malwa siedzi obok, stwierdza, że też chce sprawdzić czy jest ciepła.
Dezynfekcja przyrządu. Mierzenie. Pikanie.
Wyskakuje 36.6. Zdrowa jak ryba!
- I co? jestem chola?
- Nie, Córeczko, wyszło 36.6 czyli bardzo dobra temperatura. Zdrowa.
Wzięła termometr. Ogląda cyferki i z bardzo poważną, zawiedzioną miną stwierdza:
- FAKTYCZNIE...
:]
Mierzę temperaturę termometrem elektronicznym. Słychać pikanie. Wyświetla się 38 stopni 7 kresek. No, mniej więcej na tyle się czuję. Malwa siedzi obok, stwierdza, że też chce sprawdzić czy jest ciepła.
Dezynfekcja przyrządu. Mierzenie. Pikanie.
Wyskakuje 36.6. Zdrowa jak ryba!
- I co? jestem chola?
- Nie, Córeczko, wyszło 36.6 czyli bardzo dobra temperatura. Zdrowa.
Wzięła termometr. Ogląda cyferki i z bardzo poważną, zawiedzioną miną stwierdza:
- FAKTYCZNIE...
:]
środa, 1 lutego 2017
Wizyta u lekarza
Malwa załapała ostrą infekcję wirusową krtani. Taka uroda dziecięcia.
Udało się dostać do lekarza rodzinnego w naszej ulubionej przychodni.
- Dzień dobry. Malwinka do pana doktora XXX. - witam sie w rejestracji.
- A gdzie ta Malwinka? - pyta pani rejestratorka. Nie widać Malwy zza wysokiej lady rejestracji ;)
- Dzień dobly. Tutaj jestem. Ale mnie nie widać. Bo to biulko jest za wysokie.
Pani wstała, wyjrzała zza lady recepcji.
- O, faktycznie, jest pacjentka. - powiedziała z uśmiechem.
- Nie jestem pensjentka tylko Malwa.
Pan Doktor przyjął nas od razu.
- Dzień dobly.
- Dzień dobry, no i co tam? Co się dzieje? Kto jest chory? Mama czy Ty? Co Ciebie boli?
Malwa spojrzała się na lekarza, na mnie...
- I ja mam opowiadać? No dobla. Batelie i świlusy mnie zaatakowały. Mama mówiła, że ich nie widać, ale ja je czuję. Mam stlaśnie mocny kasiel, aż się zmiotowałam na mamę. I mam dużo ciepła. Mama mówi, że to glączka. I mam wodę w nosie. I nie chce być juś chola!
Patrzymy z lekarzem na dziecię. Lekarz banan na twarzy.
- O to faktycznie poważny stan. To co badamy? Wyskakuj z ubranka, mała pacjentko.
Spojrzenie Malwy powiedziało wszystko:
- NIE JESTEM PENSJENTKA TYLKO MALWA.
:D
p.s. lekarz wypytał mnie, co podaję, jakie leki inhalacje. Słucha, kiwa głową i na koniec kwituje:
- Noooo, jak rasowy medyk. To po co Pani do mnie przyszła? - mrugnięcie okiem.
Opadła mi szczęka ;]
Udało się dostać do lekarza rodzinnego w naszej ulubionej przychodni.
- Dzień dobry. Malwinka do pana doktora XXX. - witam sie w rejestracji.
- A gdzie ta Malwinka? - pyta pani rejestratorka. Nie widać Malwy zza wysokiej lady rejestracji ;)
- Dzień dobly. Tutaj jestem. Ale mnie nie widać. Bo to biulko jest za wysokie.
Pani wstała, wyjrzała zza lady recepcji.
- O, faktycznie, jest pacjentka. - powiedziała z uśmiechem.
- Nie jestem pensjentka tylko Malwa.
Pan Doktor przyjął nas od razu.
- Dzień dobly.
- Dzień dobry, no i co tam? Co się dzieje? Kto jest chory? Mama czy Ty? Co Ciebie boli?
Malwa spojrzała się na lekarza, na mnie...
- I ja mam opowiadać? No dobla. Batelie i świlusy mnie zaatakowały. Mama mówiła, że ich nie widać, ale ja je czuję. Mam stlaśnie mocny kasiel, aż się zmiotowałam na mamę. I mam dużo ciepła. Mama mówi, że to glączka. I mam wodę w nosie. I nie chce być juś chola!
Patrzymy z lekarzem na dziecię. Lekarz banan na twarzy.
- O to faktycznie poważny stan. To co badamy? Wyskakuj z ubranka, mała pacjentko.
Spojrzenie Malwy powiedziało wszystko:
- NIE JESTEM PENSJENTKA TYLKO MALWA.
:D
p.s. lekarz wypytał mnie, co podaję, jakie leki inhalacje. Słucha, kiwa głową i na koniec kwituje:
- Noooo, jak rasowy medyk. To po co Pani do mnie przyszła? - mrugnięcie okiem.
Opadła mi szczęka ;]
czwartek, 26 stycznia 2017
Do kufni!
Malwa ma dość specyficzny tryb spania. Tzn śpi beztrosko do 2 w nocy, a potem zaczyna pobudki, niczym ześwirowana aplikacja do budzenia w moim telefonie ;)
Czyli robi pobudki o 3:30, 4:50, 5:30, po czym następuje awaria systemu i nieraz trzeba gnać do przedszkola na ostatnią chwilę, bo ani budzik w telefonie, ani Malwa już nie zadziałał :D
Dzisiaj podobnie.
Pobudka w wymienionych godzinach. Koło 6 rano zdecydowana komenda:
- Wstawamy! Do kufni! Jestem głodna.
- Mmmmm.... to może zjesz bananka - próba zyskania pięciu minut.
Dziecię pobiegło do kuchni. Przynosi banany. Normalne. Żółte, dojrzałe, gdzieniegdzie maleńkie plamki brązowe, jak to na bananie.
- Nie źjem. Są BLUDNE!
:D
Czyli robi pobudki o 3:30, 4:50, 5:30, po czym następuje awaria systemu i nieraz trzeba gnać do przedszkola na ostatnią chwilę, bo ani budzik w telefonie, ani Malwa już nie zadziałał :D
Dzisiaj podobnie.
Pobudka w wymienionych godzinach. Koło 6 rano zdecydowana komenda:
- Wstawamy! Do kufni! Jestem głodna.
- Mmmmm.... to może zjesz bananka - próba zyskania pięciu minut.
Dziecię pobiegło do kuchni. Przynosi banany. Normalne. Żółte, dojrzałe, gdzieniegdzie maleńkie plamki brązowe, jak to na bananie.
- Nie źjem. Są BLUDNE!
:D
środa, 11 stycznia 2017
Za mało duzia
Pobudka po kiepskiej nocy. Malwa miała noc-wędrowniczka. To znaczy wstawała, przychodziła do mnie, przytuliła sie, po czym znowu wracała do siebie. I tak kilka razy.
6:30 budzik nieubłaganie wzywa do wstawania.
Potem kolejny alarm po 10 minutach drzemki też drze się niemiłosiernie, nie zważając na mój stan pod tytułem "kocham podusię, dajcie mi jeszcze pięć minut".
O dziwo Malwa też w średnio minorowym nastroju.
- Śtawaj Mamusia... Chyba głodna jestem. Idziemy do kufni.
- Yhmmmm - odpowiadam mrucząco z poduszki.
- No nie ziartuj ze mnie! ja siama śniadania nie zlobie. Jestem jeszcze mała.
- Mała? Mówiłaś wczoraj, że jesteś już duża dziewczyna.
- To było wciolaj. Dzisiaj jestem za mało duzia. Czy ja wyglądam taka duzia jak ty? nie! To idziemy do kufni lobić śniadanie.
:D
6:30 budzik nieubłaganie wzywa do wstawania.
Potem kolejny alarm po 10 minutach drzemki też drze się niemiłosiernie, nie zważając na mój stan pod tytułem "kocham podusię, dajcie mi jeszcze pięć minut".
O dziwo Malwa też w średnio minorowym nastroju.
- Śtawaj Mamusia... Chyba głodna jestem. Idziemy do kufni.
- Yhmmmm - odpowiadam mrucząco z poduszki.
- No nie ziartuj ze mnie! ja siama śniadania nie zlobie. Jestem jeszcze mała.
- Mała? Mówiłaś wczoraj, że jesteś już duża dziewczyna.
- To było wciolaj. Dzisiaj jestem za mało duzia. Czy ja wyglądam taka duzia jak ty? nie! To idziemy do kufni lobić śniadanie.
:D
Subskrybuj:
Posty (Atom)


