środa, 1 lutego 2017

Wizyta u lekarza

Malwa załapała ostrą infekcję wirusową krtani. Taka uroda dziecięcia.
Udało się dostać do lekarza rodzinnego w naszej ulubionej przychodni.
- Dzień dobry. Malwinka do pana doktora XXX. - witam sie w rejestracji.
- A gdzie ta Malwinka? - pyta pani rejestratorka. Nie widać Malwy zza wysokiej lady rejestracji ;)
- Dzień dobly. Tutaj jestem. Ale mnie nie widać. Bo to biulko jest za wysokie.
Pani wstała, wyjrzała zza lady recepcji.
- O, faktycznie, jest pacjentka. - powiedziała z uśmiechem.
- Nie jestem pensjentka tylko Malwa.

Pan Doktor przyjął nas od razu.
- Dzień dobly.
- Dzień dobry, no i co tam? Co się dzieje? Kto jest chory? Mama czy Ty? Co Ciebie boli?
Malwa spojrzała się na lekarza, na mnie...
- I ja mam opowiadać? No dobla. Batelie i świlusy mnie zaatakowały. Mama mówiła, że ich nie widać, ale ja je czuję. Mam stlaśnie mocny kasiel, aż się zmiotowałam na mamę. I mam dużo ciepła. Mama mówi, że to glączka. I mam wodę w nosie. I nie chce być juś chola!
Patrzymy z lekarzem na dziecię. Lekarz banan na twarzy.
- O to faktycznie poważny stan. To co badamy? Wyskakuj z ubranka, mała pacjentko.
Spojrzenie Malwy powiedziało wszystko:
- NIE JESTEM PENSJENTKA TYLKO MALWA.

:D

p.s. lekarz wypytał mnie, co podaję, jakie leki inhalacje. Słucha, kiwa głową i na koniec kwituje:
- Noooo, jak rasowy medyk. To po co Pani do mnie przyszła? - mrugnięcie okiem.
Opadła mi szczęka ;]



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz