piątek, 10 sierpnia 2018

Slang motocyklowy

Alusia postanowiła pójść. Sama.
Ot, tak. Zwyczajnie. Wyjęłam ją z wózka na klatce schodowej, drzwi wyjściowe były otwarte, nagle kątem oka zauważyłam dziecię, które chodem pingwinka zaczęło przemierzać dystans chodnika!
Zupełnie samo! Bez trzymania za rączkę/palec/ubranie :)

Poooooszłaaaa!
No i zaczęły się spacerki na nóżkach.
Starszy Brat wyszedł z nią na dwór. Spotkali Pana Motocyklistę.
Ali spodobały się kółka (wszystkie kółka są ciekawe), rękawice. Kask trochę mniej. Dopiero, po zdjęciu z głowy okazał się całkiem interesujący.

Młody zaczął rozmowę, czy nie za gorąco w taki ukrop w kombinezonie motocyklisty? Jak sobie radzi? Itd itd, czyli standardowe 1000 pytań do w wydaniu Syna :)

Wrócił z siostrą do domu i pyta się mnie od drzwi.
- Mamo, a wiesz, jak motocykliści mówią na tych, co jeżdżą bez kombinezonów na motocyklach?
- Nieeee... nie wiem.
- ZDRAPKI!

:D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz