Syn wymknął się na ...lody.
Z Małżem doskonale wiedzieliśmy, że coś kombinuje ;)
Wrócił lekko niezadowolony.
Zabrałam Syna na krótki spacer do sklepiku, bo chleba zabrakło.
Milczy.
- Mamo, a ucieszyłabyś się, jakbyś dostała śmieszne kapcie?
- Synku, ale przecież wiesz, że nie noszę kapci :)
- Aha...
Znów dłuższe milczenie.
- A jakbyś dostała maszynkę do lodów?
- Hmmm, a dlaczego zadajesz mi takie pytania? Mówiliśmy Ci z Ojcem, że nie chodzi o kupowanie prezentów. Dla nas ważne jest to, żebyśmy tworzyli rodzinę, żebyś zachowywał się w porządku wobec nas i sióstr... To jest ważniejsze niż prezenty.
- No taaak, ja to wiem. Ale będziesz miała urodziny niedługo. I myślałem, że jak kupimy Ci maszynkę do lodów, to będziesz mogła robić NAM lody, zamiast kupować w sklepie...
;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz