Syn wszedł w wiek dojrzewania, gdy kwestie rozrodczości, seksualności to temat nie-tabu.
O codziennej higienie, deo, etc... przypominamy niczym zdarta płyta.
Zaczyna działać ;)
Ostatnio zostały poruszone kwestie rozrodczości.
Zaczął temat od ...żyraf.
Miejsce akcji - kuchnia (życiowe i domowe centrum dowodzenia).
Czas akcji - po kolacji, młodsze dziewczyny już śpią.
Siedzimy z Małżem, popijając herbatę, gadając o tym i owym.
Młody myje patelnię.
- Ale słuchajcie, jak to jest z tymi żyrafami? Jak się pan żyrafa dostaje do pani żyrafy? Tak kopytami do góry? Przecież on ma za długie nogi. Zgina je? - wypala znienacka, jakby kontynuował jakąś niedawno przerwaną rozmowę. Staramy się dostroić do wywodu Młodego.
- Jak kopytami do góry? O czym ty Synu mówisz? - próbuję nadążyć za wywodem dziecka.
- Żadnymi kopytami. Wdrapuje się na panią żyrafę. - spokojnie odpowiada Małż.
- Ale jak wdrapuje?
- Od tyłu.
- Acha....
Syn wyciera patelnię, widać, że rozmyśla.
- A jak to jest z OWULACJĄ u ryb?
.
.
???
- Synu, a ty miałeś biologię w szkole???
Nowa biologia wg dobrej zmiany :D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz