środa, 19 października 2016

SIAMA!

Malwa chodzi do przedszkola.
A skoro chodzi do przedszkola, to przynosi różne drobnoustroje.
Kochane dziecię lubi się "dzielić" ;)

Infekcja powoli jej przechodzi... na mnie.
Leżę powalona mikrobami, marząc by oczy przestały ciążyć, jakby ktoś worki z piaskiem mi na nie rzucił. A płucach przestała mieć próby generalne sekcja basowo-perkusyjno-dęta.
Ogólnie zaliczam zgon.

Słuch jednak nadal mi służy bardzo dobrze.
Wyławiam podejrzane dźwięki dochodzące z kuchni, z sekcji lodówkowo-szafkowo-nad-szafkowo-szufladowej. Dźwięczą talerze, stukają sztućce, drzwi od lodówki wybijają rytm "trzask-prask".

- Maaaaamoooo, źlobiłam Ci śniadanie! SIAMA!

Doczłapałam do kuchni.
Ujrzałam połączenie Armagedonu z tajfunem, który poruszył czeluści wszystkich dostępnych szafek, szuflad, naczyń, garnków etc... wyrzucając, mieszając, wypluwając radosnym potokiem oszałamiającego bałaganu.

A na stole królowało śniadanie dla mnie. Pajda chleba z parówką i ociosanym ogórkiem zielonym.

Najlepsze śniadanie na świecie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz